Uwielbiam wręcz oglądać katalogi z meblami. Najczęściej zabudowy kuchenne. Olbrzymie pomieszczenia, dużo świateł, proste formy, genialne rozwiązania, blask, połysk i w ogóle, powiem prosto, wypas. W takich kuchniach spokojnie można rozgrywać mecze piłkarskie, ewentualnie wyścigi konne. Tyle tam miejsca. Z funkcjonalnością pewnie nie mają one za wiele wspólnego, ale wyglądają pierwsza klasa. Te wszystkie piękne zdjęcia do naszej rzeczywistości mają się nijak. W większości kuchni, które projektowałem i wykonywałem nie można nawet zrobić zdjęcia tak, aby ująć, choć większy kawałek. W nowo powstałych budynkach nie wiele się zmienia. Modna obecnie „otwarta kuchnia” panuje - metraż mieszkania nie wielki, ale optycznie wydaje się obszerniejsze. Jak mówi stare indiańskie przysłowie: ”Jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma!” i tym sposobem odrywam oczy znad katalogów i widzę nieco rozklekotaną kuchnie w wynajętym na siódmym piętrze mieszkaniu:

Obiecałem żonie, że już „na własnym” zrobię nam kuchnie „jak ta lala”.
Przeglądając stare realizacje wpadłem na zdjęcie kuchni, którą wraz z klientami zaprojektowaliśmy w zeszłym roku. Prosta, zgrabna i elegancka, śmiało wrzucam ją pod hasło „jak ta lala”. Mnie się podoba.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz